Jak już wspomniałam w pierwszym wpisie umieszczonym na tym blogu, moim celem jest dzielenie się spostrzeżeniami dotyczącymi życia w zgodzie z ideą slow life – jak ono wygląda z praktycznej strony i jakich mi dostarcza korzyści. Na dobry początek chciałabym wziąć pod lupę uważność, która jest jednym z podstawowych elementów slow life i obecnie tematem moich osobistych obserwacji 🙂
Tym wpisem chciałabym rozpocząć mały cykl poświęcony właśnie uważności, bo ciężko byłoby omówić wszystkie korzyści jakie daje w tylko jednym wpisie. Na podstawie mojego dotychczasowego doświadczenia mogę stwierdzić, że owe korzyści pojawiają się od początku praktykowania uważności i z biegiem czasu zauważam ich coraz więcej, w różnych sferach mojego życia.
Uważność / mindfulness
Dla osób, które nie orientują się o czym piszę, przytaczam krótką definicję: uważność, czy też mindfulness, to skupianie się na chwili obecnej w sposób nieoceniający. Dotyczy to obserwacji naszego wnętrza, czyli świadomego odbierania własnych stanów emocjonalnych, wrażeń zmysłowych, potrzeb, itp., a także tego co „na zewnątrz”, czyli otoczenia w którym się znajdujemy.
Zamartwianie się
A teraz do rzeczy. Dziś chciałam zwrócić uwagę na to jak uważność może obniżyć stres wywołany niepotrzebnym zamartwianiem się. Mam tutaj na myśli takie sytuacje, gdzie nic złego się nie dzieje, a jednak nasze myśli wędrują w kierunku przeszłych, nieprzyjemnych zdarzeń, albo są zajęte rozpracowywaniem problemów, które jeszcze nie istnieją i niekoniecznie muszą wydarzyć się w przyszłości.
Czasem zdarza się oglądać np. jakąś dobrą komedię i jednocześnie w tym samym czasie nieświadomie odtwarzać powtórkę innego filmu – tym razem takiego, który wydarzył się w przeszłości, którego bohaterem jesteśmy my sami. Powracają nieprzyjemne emocje, które wtedy wystąpiły, może przypominają się słowa, które wtedy nie powinny paść. Tej chwili na szczęście już nie ma, a jednak powraca w pamięci i oddziałuje negatywnie na nasze samopoczucie.
Trochę inną sprawą, również niekorzystną, jest przeżywanie sytuacji, które się nie wydarzyły i co do których nie mamy pewności, że się wydarzą, lub że dana sytuacja rozegra się w tak nieprzyjemny sposób, jak sobie to wyobrażamy. W ten sposób uczestniczymy w tych wydarzeniach i przeżywamy je więcej niż jeden raz – jeśli nasz scenariusz w ogóle się sprawdzi. Jeśli nie – nasze samopoczucie, a może nawet i zdrowie, ucierpi na darmo.
Podświadome źródło stresu
Zauważ, że sztuka zamartwiania się często uprawia się sama, jakby na autopilocie. Można fizycznie coś robić, nawet w jakimś stopniu skupiając się na danej czynności lub wykonywać ją tylko mechanicznie, ale jednocześnie być myślami zupełnie gdzie indziej. Jeśli dodatkowo są to sprawy nieprzyjemne, towarzyszy temu stres, który co gorsza kumuluje się, bo nie jest zauważany i rozładowywany.
Nie chodzi o to by całkowicie wyeliminować rozmyślania nad danym tematem i udawać, że życie jest pozbawione trosk. Jednak gdy „przebywanie” myślami w nieprzyjemnych rejonach nie jest nastawione na znalezienie rozwiązania, jest to tylko do niczego nieprowadzące zamartwianie się. Nieprzyjemne emocje niezauważone utrzymują się, a nawet wzrastają, skutecznie napędzając spiralę stresu i obniżając nasze samopoczucie.
Koncentracja na tu i teraz
Jak w takim razie praktyka uważności mogłaby pomóc w takich sytuacjach? Gdy skupiamy swoją uwagę na tym co dzieje się tu i teraz, dodatkowo nie oceniając tego co się dzieje, myślom ciężej jest uciec w inne rejony. Uwaga i energia poświęcane są tylko i wyłącznie tej właśnie czynności, którą aktualnie się wykonuje. Oglądając komedię rejestrujemy fabułę. Podczas jazdy samochodem uwaga w całości skupiona jest na drodze. Po prostu nie ma przestrzeni na przetwarzanie innego tematu. Ważne by być świadomym tego, co aktualnie zaprząta nasz umysł.
Przyłapując samą siebie na bezproduktywnym bujaniu w obłokach, mogę zdecydować gdzie moja uwaga ma być skierowana. To nie jest duży wysiłek – umysł i tak cały czas pracuje, jest to tylko kwestia przeniesienia uwagi na pożądane rejony. Mamy wpływ na to co ma pochłaniać naszą uwagę i tym samym kształtować nasze samopoczucie: myśli negatywne, produkujące więcej i więcej stresu, czy nieoceniające przeżywanie rzeczywistości – wybór wydaje się oczywisty. Kluczem jest świadomość tego, co dzieje się w naszej głowie.
Uważność nieoceniająca
To, że skupiony umysł nie ma przestrzeni na zajmowanie się czymś innym, niż czynność aktualnie wykonywana, to jedno. Drugim czynnikiem wpływającym na redukcję stresu jest odbieranie rzeczywistości w sposób nieoceniający. Każdy z nas w wyniku doświadczeń życiowych kreuje przekonania na temat siebie i świata. Mogą one być pozytywne lub negatywne, w zależności od doświadczeń. Warto mieć ich świadomość, zwłaszcza jeśli w naszym życiu funkcjonuje wiele tych negatywnych i nieprawdziwych, które mogą bardzo skutecznie uprzykrzyć nam życie. Potwierdzenie przekonań kiedyś już nabytych znajdujemy w otaczającej nas rzeczywistości – chyba, że staramy się świadomie podchodzić do naszego życia, wtedy przekonanie możemy zweryfikować i skorygować.
Jeśli jednak żyjemy na wspomnianym autopilocie i negatywne przekonania odpalają się w nas samoistnie, możemy nawet w najbardziej błahej czynności znaleźć ich potwierdzenie. Nie jest dobrze, jeśli podczas gotowania spadająca na podłogę łyżka utwierdza nas w przekonaniu o naszej beznadziejności lub nieprzyjazne spojrzenie przypadkowej, obcej osoby spotkanej na ulicy skłania nas do refleksji, że wszyscy ludzie nas nie lubią. Tymczasem nieoceniająca uważność po prostu rejestruje spadającą łyżeczkę czy naburmuszoną minę przechodnia – nic ponadto. Do danego wydarzenia nie jest dorabiana żadna dodatkowa ideologia, zauważane są wyłącznie fakty. W taki sposób rzeczywistość ma ograniczony wpływ na nasze samopoczucie i nie zarządza nim.
Co jeśli to nie działa?
Jeśli jednak zwiększona uważność nie poprawia sytuacji, może jest to właśnie sygnał, że to coś ważnego i należy zająć się danym tematem. Zatrzymać się na chwilę w swojej codzienności i uczyć trapiący temat swoim tu i teraz: usiąść i zastanowić się nad jego przyczyną. Zadać sobie pytania: dlaczego ten temat tak męczy, dlaczego jest to dla mnie ważne, jak sobie pomóc.
Spróbuj, warto 🙂
Zachęcam do zwrócenia uwagi na to, w którym kierunku podążają myśli w ciągu dnia oraz praktykowania uważności podczas zwykłych codziennych zajęć. Efekty są zauważalne niemal natychmiast, nawet jeśli początki praktyki nie są łatwe, a myśli nawykowo pędzą w swoim standardowym kierunku i ciężko nad nimi zapanować na dłużej. Spróbować zawsze można, nic się na tym nie traci, a zyskać można wiele 🙂
Życzę mało zamartwiania się oraz zachęcam do podzielenia się opinią i swoim doświadczeniem w komentarzach 🙂
